Notka od autorki: Akcja odbywa sie po milionowym RESECIE. Tobie udało sie jakoś oszukać linie czasową i nie wpaść przez barierę do podziemia. Tak jesteś FRISK. Chara nęka cie codziennie. Zmieniłaś imię nazwisko datę narodzin, ogółem wszystko. Gdy bariera pękła wspomnienia powróciły i przygniotły cie. A twój stan powiększa obecność Ich.... nad twoją głową mieszkają ci których zdradziłaś.. Związek(przewidywany): Sans x Reader. Dopasowane: Kobieta.
(Jestem łasa na fan arty do rozdziałów ;3.) Czy uda sie dochować ten sekret do grobu?
Walenie w drzwi było głośniejsze niż przed momentem. Podeszłaś do drzwi, otworzyłaś je z niemałym wkurwieniem. Za drzwiami stał Sans. Zmierzył cie wzrokiem.
-Cześć..-Mruknął. Patrzył na ciebie z głupim wyrazem twarzy.- Słuchaj mam sprawę...-Szepnął. Wpełzł do środka. Szliście korytarzem do salonu w ciszy. Żadne z was sie nie odezwało. Gdy usiedliście na kanapie odezwał się.-Pap wyjeżdża na "służbowe wezwanie od króla Azgora!"...-Cisza.-Nie będzie go w dniu moich urodzin... i chce zapytać czy ty byś nie przyszła.-Westchnął.-Wiem, że nie lubisz u nas być....ale to dla mnie ważne żeby nie być sam...-Mruknął. Siedziałaś obok niego, wpatrzona w podłogę. Zgodzić sie...? Siedzieliście w milczeniu. Czeka aż odpowiesz...
-Ech...-Westchnęłaś.-Niech ci będzie..-Podniósł głowę, z lekkim uśmiechem.-Kiedy?
-W sobotę, o dziewiętnastej trzydzieści pięć.-Wziął ręce za głowę. Patrzyłaś na niego z irytacją.
-Coś jeszcze ksieciuniu?-Pokiwał przecząco głową.-To spadaj! Pa!-Wskazałaś na drzwi. On niewiele myśląc udał sie w ich stronę i już go nie było.
###
Sans siedział w swoim fotelu, na jego policzki wrócił rumieniec. Mógł by być sam w ten dzień... Ale woli ciebie od samotności...Wydajesz mu się już znajoma szczególnie twoje oczy coś mu mówią, ale to co mówią jest nieme. Lubi sie w nie wpatrywać. To uczucie... jest już mocne... za mocne... czy to miłość?
###
Poprosił ciebie....CIEBIE, nie kogoś komu mógłby zaufać...? tobie ufa...? uważa cie za kogoś bliskiego...?
-Mam plan!- W progu salonu stała Chara z wrednym uśmiechem.-Zabijesz go od tyłu, tak! Od...
-Chara morda!-Przerwałaś jej.-Nie! W tej linii NIKOGO NIE ZABIJE!-Wstałaś z kanapy, szłaś korytarzem do swojej sypialni. Skoro sobota jest za dwa dni... trzeba coś przygotować...
####
Twój telefon zawibrował jakby wiedział, że to cie wkurwi. Odczytałaś sms.
Sebastian 13:53 dziś: Wyjdziemy gdzieś w sobotę?
O kurwa. . .
Ty: Um. . . Może w następną?
Przejebane . . .
Sebastian 13: 55 dziś: No. . . ok ale czemu nie w tą?
O cholera. . .
Ty: Idę do. . . Kogoś na urodziny. . .
Wstydzisz się tego. . . Seba nie lubi potworów. Ty też po tym wszystkim za nimi nie przepadasz. . . Seba to twoja miłość życia i nie możesz tej szansy zmarnować. . .
Sebastian 13:57 dziś: Jesteś dziś jakaś dziwna. . .
-Heh ma racje...
-Chara...
-Tak?
-MORDA!!!
-Dobra. . .
Twój telefon dał o sobie znów znak.
Sans 14:00 dziś: Porozmawiamy?
Po co. . .?
Ty:Po co?
Sans 14:01 dziś: Choć a sie dowiesz. . .
To dziwne. . . Strasznie dziwne . . . Co wymyślił. . .?
sobota, 17 lutego 2018
ResetBettyTalle-Prolog [opowiadanie autorskie]
Zrób okładkę pliss... Daj znać w kom^^
Notka-Wcielasz sie no.....um...szczerze? We mnie. Tak we MNIE, alicornice pracującą w barze... znaczy możesz czytać to jakbyś był mną.. Tya... Jest rok 2019 tak, rok późniejszy niż teraz. Nigdy nie było wojny, NAWET góry Ebott. Ludzie, potwory ( i kucyki ), żyją normalnie bez walk. (Jest tylko normalny rasizm..) Jedyna walka to moja i Betty. Kim ona jest? Dowiesz sie w tym opowiadaniu. Czytelniczka, ale i może też czytelnik? Sam sie dowiedz...
Prolog
It's dead, and New i'am..
Resety to część mojego życia, udaje normalną osobę, lecz naprawde.... nie czuje nic. Przez lata nauczyłam sie je udawać, ale to nie to samo. Lecz, ONA nauczyła mnie czuć wstręt, smutek i nienawiść.. to przez nią nic nie czuje. To przez nią..... RESETUJE. Jak mnie zwą? Kirishe San, ale..... kim ja mam sie nazwać? Dziewczyną, chłopakiem mogę też, nie mam pojęcia kto jest moją matką i kiedy mnie DOKŁADNIE urodzono. Wszystko w moim życiu jest kłamstwem... czuje sie obca sama sobie, chciała bym być taka jak ty.... ale nie mogę.
Przez mrok błyszczały różowe ślepia tej, której nienawidzę, szykowała sie do ataku. Odwołałam niebiesko-czerwony atak. To nie ma sensu...
-Czyżbyś sie poddała?-Głos odbijał sie od ścian sali tronowej, przez witraże wpadały do środka promienie słońca wraz z świergotem ptaków. Rozprostowałam poranione skrzydła opuszczając głowę, moja determinacja sie w tej chwili wykończyła, nie miałam już sił.-Wiesz..-Szepnęła podchodząc do mnie.- zawsze byłaś żenująca i....!-Resztką sił popchnęłam ją na ścianę. Zachichotała jak małe dziecko.
-Koniec, nie powinnam stać spokojnie, powinnam już wtedy działać....!-Przebiła moją pierś szpikulcem w kolorze fuksji, gardłowy śmiech odbijał sie echem.. krew wylewała sie na podłogę, brudząc ją. Upadłam na posadzkę krztusząc sie cieczą.-Nigdy...-Kaszel.-..nie powinnam była ci ufać...Betty..- Wyszarpała szpikulec z mojej piersi.Po chwili ciemność i...Ten jedyny przycisk był dla mnie ratunkiem, oraz klątwą...
-Kurwa!-Wykrzyknęłam skacząc na równe kopyta, oddech był płytki i urwany a z oczu leciały mi łzy od bólu. To stało sie jakieś pięć resetów temu...Bałam się tych koszmarów, to wszystko przez nią..
-Kiri! Kiri! To sen!-To chyba Bluebone*...
-Czy ty musisz sie tak się drzeć?!-Purple**...?
-Nic ci nie jest?-Bluebone stał w drzwiach z zanie pokojoną miną, spojrzałam na podłogę chcąc ukryć przed nim wszystko, a w mojej głowie tętniła jedna myśl; nie może sie dowiedzieć o tym wszystkim. Jednak Sans chyba coś zauważył, bo podszedł i objął mnie głaszcząc moją czarną skundloną grzywę.-Wiesz, że możesz mi wszystko opowiedzieć..co nie?-Kiwnęłam lekko głową.-Co się dzieje..?-Szepnął. Sans był na ogół troche roztrzepany i głupkowaty jednak umiał słuchać, ale tej prawdy za chiny ludowe nie mógł poznać to by go naraziło na niebezpieczeństwo...
-N...nie mogę ci powiedzieć...-Szepnęłam.-Nie chcesz tego wiedzieć.. n-naprawde..-Bluebone westchnął ściskając mnie mocniej, jakby był czymś zirytowany oraz zawiedziony.
-Dlaczego?-Problem w tym, że jak raz coś powie to to powtórzy. Zaczęłam go gładzić po plecach z przyzwyczajenia.
-Bo..um..-Mruknęłam-Jeśli ci to powiem to może stać sie coś złego tobie i Purple..-To go zaniepokoiło bo wtulił sie bardziej w mój kark.
-Co takiego jest bardzo niebezpiecznego dla mnie?-Wywróciłam oczami, spojrzał na mnie różowymi źrenicami.
-...-Westchnęłam.-Nie mogę ci tego powiedzieć..
-Sans śpij gdziekolwiek! Byle byś ruszył dupe do roboty!-Pap był wkurwiony..-I kup piwo jak będziesz wracać!
czwartek, 18 stycznia 2018
Mroczny Dwór Rozdział 1- Twe życzenie jest rozkazem[opko by Kirishe San]
. Notka od autorki: Choć minęło dokładnie 55dekad Mroczny Dwór był, jest i będzie legendarny. A co jeżeli w głębi lasu, przy twoim domu, istnieje Mroczny Dwór? Zamierzasz odkryć tą tajemnice.. Wcielasz sie w 21 letnią okultystyczke. Opowiadanie typu: Postać x Czytelniczka. Dostosowanie:Baba-Kobiecy czytelnik. Panom niczego nie zabraniam;3. "Czy będą rozdziały 18+?" Tak Midorii będą ;-;. A więc bez przedłu-żacza pa dum tss. Miłego czytania.
Rozdział 1
Twe życzenie jest rozkazem...
Poranną rutynę rozpoczęłaś od pieprznięcia pięścią w budzik, jęknęłaś niezadowolona podnosząc swoje szanowne cztery litery z łóżka. Wpełzłaś do łazienki podchodząc do umywalki, przemyłaś twarz i spojrzałaś kontem oka na siebie. Cóż.....nie wyglądasz najlepiej, ale dobrze na okultystę po robocie. Wczorajszy wieczór był.....okropny. Spojrzałaś na zabandażowaną rękę. Trzeba to czymś przykryć, już i tak ludzie sie na ciebie gapią, miałaś w szafie czarno biały rękaw sięgający od nadgarstka do łokcia, powinien wystarczyć... Wyszłaś z oazy spokoju kierując sie w stronę szafki nocnej na której zostawiłaś sobie ubrania na dziś. W strój wchodziły:Dżinsy, Czarny obcisły Croop-Top, trampki(przy szafce) i bluza z kocimi uszami na kapturze. Podeszłaś do szafy zdejmując bluzke od piżamy. Gdzie to jest...
Wyszłaś z chałupy kierując sie do biedronki, gdy znowu to uczucie zawładnęło tobą, zawsze kiedy przechodzisz obok czujesz strach,szczęście i nie pokój. Ustałaś na przeciwko zarośli te jakby lekko drgnęły. Podeszłaś krok bliżej, znów sie poruszyły i zaczęły sie odchylać. Przetarłaś oczy ze zdumienia, gdy byłaś na przeciwko zielska, te odsłoniło ci piękną ścieżkę. Mało sie zastanawiają weszłaś przez krzaczory. "To szansa na odkrycie co tu jest grane!!"- Myśl przebiła ci mózg na wylot, eureka! Zaczęła biec przez ścieżkę.
Las był ciemny i wilgotny każdy dźwięk wzbudzał twój lęk. Słyszałaś ciche szepty, rozpaczające i błagalne... gałązki chrzęściły pod twoimi stopami, nie czułaś się bezpiecznie... Grunt zaczął pękać przed tobą, pęknięcia okrążyły cie i zaczął się kruszyć, w jednej chwili byłaś na powierzchni, a w drugiej...leciałaś na łeb na szyje w przepaść. Ostatnia myśl która przebiegła ci przez głowę to: Koniec....
-Halo, nic ci nie jest?-Cieniutki, ale zachrypnięty głos wyrwał cie z omdlenia, otworzyłaś oczy ranione nad naturalnym blaskiem księżyca. Obraz robił sie wyraźny i normalny. Przy tobie klęczała brunetka w bluzce na ramiączkach w spodenkach koloru czerni, jej oczy były nie naturalnie szare.-Dantes! Dantes! Do cholery gdzie jesteś!?-Wstała rozglądając sie dookoła, była zestresowana. Dobra usiądziesz raz dwa...
-Aa! Kurwa!-Ból przeszył twoje ciało gdy próbowałaś przyjąć pozycje siedzącą. Dobiegał on z brzucha gdzie była krwawiącą szarpana rana. Dziewczyna schyliła sie mierząc cie zaniepokojonym wzrokiem, potem podniosła swoją torebkę z ziemi.
-Nie ruszaj sie, pójdę po pomoc!-Krzyknęła i zniknęła za krzakami. Obraz zaczął ci sie mulić i po chwili była tylko czerń.
-Hej, dziewczyno! Altris może ona nie żyje?-Męski gruby głos budził po woli twój mózg, ale nadal czułaś sen.
-Nie! Dantes nie myśl po hopnie!-Ten sam głos..
-Pani Altris to bardzo możliwe nikt...-Czemu przerwała? Zaczęłaś otwierać oczy po woli. Dziewczyna która cie znalazła stała tyłem, druga kobieta stała w stroju pokojówki, a mężczyzna siedział przy tobie gładząc twoją dłoń kciukiem. Jego twarz wyraziła szczęście gdy spotkał twój wzrok.
-Witaj my lady, jakie nosisz imię?-Zmierzyłaś go spokojnym wzrokiem, jasno fioletowe włosy, zielonooki, na oko metr 89 z kapeluszem, miał staromodną szatę na sobie w kolorach fioletu i czerni.
-_______-Głos ci drżał.-gdzie ja jestem?
-W Mrocznym dworze!-Odpowiedziała pokojówka nalewając herbatę, położyła filiżankę zo ową cieczą na stoliczku kawowym przy kanapie (na której cie ułożyli..).-Jestem April, hmm.._____ nie spotykane imię w tym świecie.. pochodzisz z wymiaru mroku i światła?-Po patrzyłaś pytająco na nią, mroku i światła.....ziemia! Noc-mrok, światło-dzień! Oto chodzi! Kiwnęłaś mimowolnie głową.
-Ale....Mroczny dwór to legenda...czy nie? Nie wiem...-Skoro to inny wymiar to twoje kurewskie życie zostało w tamtym....HURA! Już lubisz to miejsce! Uśmiechnęłaś sie promiennie.
-April, przygotuj pokój dla gościa!-Służka skinęła głową i wyszła z pokoju.-A więc ____, tak?-Potwierdziłaś-Jestem Altris, właściciela tego dworu. Będziesz u nas sie dobrze bawić! Gryfe!-Zza rogu wychyliła sie służąca.- Przynieś ubrania dla gościa! Wybacz musze iść kolacja sie sama nie upilnuje!- Iii wyszła zostawiając cie z....kim?
-Wybacz za moją nie uprzejmość lady, jestem Dantes drugi właściciel dworu, Altris to moja siostra.-Ukłonił sie nisko. Potem podszedł podnosząc fiolkę z szafki obok...(a raczej z komody).-No tak, w tym wymiarze mamy mikstury na wszystko my lady, ta mikstura jest na rany, uleczy cie.- Nie za bardzo mu ufałaś, ale to tak kurewsko boli..-Mogę?-Spytał otwierając fiolkę. Skinęłaś głową, wylał zawartość fiolki na ranę, która zaczęła się goić.
- Proszę mów mi po imieniu...-Szepnęłaś nie pewnie, usiadł znów obok ciebie patrzył jeszcze tak chwile badając każdy kawałek twojej twarzy.
Dali ci: Bluzke na długi rękaw z odsłoniętymi ramionami w kolorze mięty, czarne dresy, czerwone trampki i opaskę z kocimi uszami. April prowadziła cie do jadalni, korytarzami w kolorach czerni i bieli. Nie miały jakby końca, przechodziłyście przez pomieszczenia najróżniejszego rodzaju.
-To tutaj!-Pokazała na wielkie drzwi, z dębu klamka była z ołowiu w kolorze złota.-Wybacz _______, musze iść po tace z posiłkami, pa!-Wykrzyknęła znikając za rogiem, popchnęłaś ciężkie drzwi, otworzyły sie ze skrzypnięciem. W sali siedzieli wszyscy oprócz Dantesa.
-_______ jak dobrze, w samą porę! Przyznam do twarzy ci w mięcie... siadaj tutaj!-Pokazała na krzesło obok siebie. Stół na oko miał od 4 do 6,50 metra, przykryty był czerwonym jedwabnym obrusem z wydzierganymi napisami:I love you!. Obicie krzeseł były w kolorze żółtym i niebieskim, mroczny dwór nie jest taki mroczny. Usiadłaś na miejsce które wskazała ci Altris.
-A gdzie Dantes?-Spytałaś poprawiając sie na siedzeniu, gospodarz wzruszył ramionami.
Po kolacji do pokoju odprowadziła cie Altris. Dantesa jak niebyło tak nie ma, niepokój u Altri narastał. Leżałaś na łóżku chcąc zasnąć jak najszybciej, w pożyczonych piżamach. Nagle ktoś zapukał delikatnie i cichutko w drzwi.
-My la....______,możemy porozmawiać?-Burknęłaś pod nosem:wypierdalaj ja śpie, gdy zrozumiałam że to Dantes. Wyskoczyłam na równe nogi i zapaliłam światło. Zamaszystym ruchem otworzyłaś drzwi.
-Słucham.-Odpowiedziałaś z spokojnym i troskliwym wyrazem twarzy.
-Mogę cie o coś zapytać?-Podrapał sie po tyle głowy przekręciłaś głowę niczym szczeniaczek. O co mu chodzi?
Rozdział 1
Twe życzenie jest rozkazem...
Poranną rutynę rozpoczęłaś od pieprznięcia pięścią w budzik, jęknęłaś niezadowolona podnosząc swoje szanowne cztery litery z łóżka. Wpełzłaś do łazienki podchodząc do umywalki, przemyłaś twarz i spojrzałaś kontem oka na siebie. Cóż.....nie wyglądasz najlepiej, ale dobrze na okultystę po robocie. Wczorajszy wieczór był.....okropny. Spojrzałaś na zabandażowaną rękę. Trzeba to czymś przykryć, już i tak ludzie sie na ciebie gapią, miałaś w szafie czarno biały rękaw sięgający od nadgarstka do łokcia, powinien wystarczyć... Wyszłaś z oazy spokoju kierując sie w stronę szafki nocnej na której zostawiłaś sobie ubrania na dziś. W strój wchodziły:Dżinsy, Czarny obcisły Croop-Top, trampki(przy szafce) i bluza z kocimi uszami na kapturze. Podeszłaś do szafy zdejmując bluzke od piżamy. Gdzie to jest...
Wyszłaś z chałupy kierując sie do biedronki, gdy znowu to uczucie zawładnęło tobą, zawsze kiedy przechodzisz obok czujesz strach,szczęście i nie pokój. Ustałaś na przeciwko zarośli te jakby lekko drgnęły. Podeszłaś krok bliżej, znów sie poruszyły i zaczęły sie odchylać. Przetarłaś oczy ze zdumienia, gdy byłaś na przeciwko zielska, te odsłoniło ci piękną ścieżkę. Mało sie zastanawiają weszłaś przez krzaczory. "To szansa na odkrycie co tu jest grane!!"- Myśl przebiła ci mózg na wylot, eureka! Zaczęła biec przez ścieżkę.
Las był ciemny i wilgotny każdy dźwięk wzbudzał twój lęk. Słyszałaś ciche szepty, rozpaczające i błagalne... gałązki chrzęściły pod twoimi stopami, nie czułaś się bezpiecznie... Grunt zaczął pękać przed tobą, pęknięcia okrążyły cie i zaczął się kruszyć, w jednej chwili byłaś na powierzchni, a w drugiej...leciałaś na łeb na szyje w przepaść. Ostatnia myśl która przebiegła ci przez głowę to: Koniec....
-Halo, nic ci nie jest?-Cieniutki, ale zachrypnięty głos wyrwał cie z omdlenia, otworzyłaś oczy ranione nad naturalnym blaskiem księżyca. Obraz robił sie wyraźny i normalny. Przy tobie klęczała brunetka w bluzce na ramiączkach w spodenkach koloru czerni, jej oczy były nie naturalnie szare.-Dantes! Dantes! Do cholery gdzie jesteś!?-Wstała rozglądając sie dookoła, była zestresowana. Dobra usiądziesz raz dwa...
-Aa! Kurwa!-Ból przeszył twoje ciało gdy próbowałaś przyjąć pozycje siedzącą. Dobiegał on z brzucha gdzie była krwawiącą szarpana rana. Dziewczyna schyliła sie mierząc cie zaniepokojonym wzrokiem, potem podniosła swoją torebkę z ziemi.
-Nie ruszaj sie, pójdę po pomoc!-Krzyknęła i zniknęła za krzakami. Obraz zaczął ci sie mulić i po chwili była tylko czerń.
-Hej, dziewczyno! Altris może ona nie żyje?-Męski gruby głos budził po woli twój mózg, ale nadal czułaś sen.
-Nie! Dantes nie myśl po hopnie!-Ten sam głos..
-Pani Altris to bardzo możliwe nikt...-Czemu przerwała? Zaczęłaś otwierać oczy po woli. Dziewczyna która cie znalazła stała tyłem, druga kobieta stała w stroju pokojówki, a mężczyzna siedział przy tobie gładząc twoją dłoń kciukiem. Jego twarz wyraziła szczęście gdy spotkał twój wzrok.
-Witaj my lady, jakie nosisz imię?-Zmierzyłaś go spokojnym wzrokiem, jasno fioletowe włosy, zielonooki, na oko metr 89 z kapeluszem, miał staromodną szatę na sobie w kolorach fioletu i czerni.
-_______-Głos ci drżał.-gdzie ja jestem?
-W Mrocznym dworze!-Odpowiedziała pokojówka nalewając herbatę, położyła filiżankę zo ową cieczą na stoliczku kawowym przy kanapie (na której cie ułożyli..).-Jestem April, hmm.._____ nie spotykane imię w tym świecie.. pochodzisz z wymiaru mroku i światła?-Po patrzyłaś pytająco na nią, mroku i światła.....ziemia! Noc-mrok, światło-dzień! Oto chodzi! Kiwnęłaś mimowolnie głową.
-Ale....Mroczny dwór to legenda...czy nie? Nie wiem...-Skoro to inny wymiar to twoje kurewskie życie zostało w tamtym....HURA! Już lubisz to miejsce! Uśmiechnęłaś sie promiennie.
-April, przygotuj pokój dla gościa!-Służka skinęła głową i wyszła z pokoju.-A więc ____, tak?-Potwierdziłaś-Jestem Altris, właściciela tego dworu. Będziesz u nas sie dobrze bawić! Gryfe!-Zza rogu wychyliła sie służąca.- Przynieś ubrania dla gościa! Wybacz musze iść kolacja sie sama nie upilnuje!- Iii wyszła zostawiając cie z....kim?
-Wybacz za moją nie uprzejmość lady, jestem Dantes drugi właściciel dworu, Altris to moja siostra.-Ukłonił sie nisko. Potem podszedł podnosząc fiolkę z szafki obok...(a raczej z komody).-No tak, w tym wymiarze mamy mikstury na wszystko my lady, ta mikstura jest na rany, uleczy cie.- Nie za bardzo mu ufałaś, ale to tak kurewsko boli..-Mogę?-Spytał otwierając fiolkę. Skinęłaś głową, wylał zawartość fiolki na ranę, która zaczęła się goić.
- Proszę mów mi po imieniu...-Szepnęłaś nie pewnie, usiadł znów obok ciebie patrzył jeszcze tak chwile badając każdy kawałek twojej twarzy.
Dali ci: Bluzke na długi rękaw z odsłoniętymi ramionami w kolorze mięty, czarne dresy, czerwone trampki i opaskę z kocimi uszami. April prowadziła cie do jadalni, korytarzami w kolorach czerni i bieli. Nie miały jakby końca, przechodziłyście przez pomieszczenia najróżniejszego rodzaju.
-To tutaj!-Pokazała na wielkie drzwi, z dębu klamka była z ołowiu w kolorze złota.-Wybacz _______, musze iść po tace z posiłkami, pa!-Wykrzyknęła znikając za rogiem, popchnęłaś ciężkie drzwi, otworzyły sie ze skrzypnięciem. W sali siedzieli wszyscy oprócz Dantesa.
-_______ jak dobrze, w samą porę! Przyznam do twarzy ci w mięcie... siadaj tutaj!-Pokazała na krzesło obok siebie. Stół na oko miał od 4 do 6,50 metra, przykryty był czerwonym jedwabnym obrusem z wydzierganymi napisami:I love you!. Obicie krzeseł były w kolorze żółtym i niebieskim, mroczny dwór nie jest taki mroczny. Usiadłaś na miejsce które wskazała ci Altris.
-A gdzie Dantes?-Spytałaś poprawiając sie na siedzeniu, gospodarz wzruszył ramionami.
Po kolacji do pokoju odprowadziła cie Altris. Dantesa jak niebyło tak nie ma, niepokój u Altri narastał. Leżałaś na łóżku chcąc zasnąć jak najszybciej, w pożyczonych piżamach. Nagle ktoś zapukał delikatnie i cichutko w drzwi.
-My la....______,możemy porozmawiać?-Burknęłaś pod nosem:wypierdalaj ja śpie, gdy zrozumiałam że to Dantes. Wyskoczyłam na równe nogi i zapaliłam światło. Zamaszystym ruchem otworzyłaś drzwi.
-Słucham.-Odpowiedziałaś z spokojnym i troskliwym wyrazem twarzy.
-Mogę cie o coś zapytać?-Podrapał sie po tyle głowy przekręciłaś głowę niczym szczeniaczek. O co mu chodzi?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)